KSIĘGA O
PUŁKOWNIKU
KUKLIŃSKIM1
Tom materiałów i ocen, dotyczących działalności pułkownika Ryszarda Kuklińskiego, opracowany przez Józefa Szaniawskiego, jest dowodem doganiania historii prawie na gorąco nie przez zawodowego historyka, lecz dziennikarza i publicystę, a więc właściwie amatora. Ten „amator” ma jednak szczególną perspektywę – za swój sprzeciw wobec PRL-u zapłacił cenę pięciu lat spędzonych w więziennej celi. Jest to historia na odcinku budzącym tak wiele emocji, wobec czynów, tak długo – ze zrozumiałych względów – pozostających w ukryciu, a potem oprotestowanych
przez jednych, wyniesionych wysoko przez drugich. To bezsilne, na szczęście, oprotestowanie znalazło swój najwyższy wyraz w ogłoszeniu wyroku śmierci na Kuklińskiego przez władze wojskowe polsko-sowieckie. Zaś już po runięciu struktur sowieckich, trwało ono w uporczywym nadawaniu Kuklińskiemu przez ludzi PRL-u – moralnego miana szpiega-zdrajcy, któremu można ostatecznie łaskawie wybaczyć. Kogóż jednak zdradzał pułkownik Kukliński? Kukliński występował przeciw sojuszom takiej Polski, która była atrapą rzekomo
suwerennego państwa polskiego, naprawdę poddanego obcym mocodawcom.
Margines swobody polskiej w PRL-u, w sferze wojskowej ograniczał się
do kroju mundurów i czapek.
Kukliński wkonywał więc właściwie funkcje
tajnego oficera polskiego wywiadu, szpiegującego sowiecki aparat, formalnie
nazywany polskim. Szpiegował władze okupacyjne tego kraju, tak jakby
szpiegował niemieckie plany wobec Polski w czasie ostatniej okupacji.
Pułkownik Kukliński przekazywał wywiadowi Stanów Zjednoczonych najtajniejsze
dokumenty nie polskie, lecz dotyczące struktur i planów wojskowych Związku
Sowieckiego. Osobliwością działania pułkownika Kuklińskiego był fakt,
że on sam zajmował wysokie, eksponowane stanowisko w okupacyjnych strukturach.
Dlatego jego informacje były najwyższego znaczenia dla całej zimnej
wojny.
Inną osobliwością działań pułkownika Kuklińskiego
było wyciągnięcie przez niego wniosków ze wszystkich powojennych procesów,
w których skazywano członków podziemia, zdekonspirowanych przez komunistyczną
agenturę. Kukliński działał więc w całkowitej tajemnicy i absolutnej
samotności. Cenę takiej samotności pokazał Adam Mickiewicz w poemacie
o Konradzie Wallenrodzie. Jednak czyn Kuklińskiego, w istocie swej pokojowy
i nie narażający nikogo, mieści się w tym porównaniu jedynie w wymiarze
zabójczego osamotnienia. Działalność Kuklińskiego niewątpliwie przyczyniała
się do ochrony Polski przed możliwą wojną. Wojna – jeśli wziąć pod uwagę
plany i działania Sowietów – mogła być nawet wynikiem nieprzewidzianego
splotu okoliczności, jak konflikt kubański, za którego zażegnanie zapłacił
pracujący dla wywiadu zachodniego Oleg Pieńkowski, żywcem w Moskwie
wrzucony do pieca.
1 Tekst odrzucony przez redakcję „Wprost”.
Czyn Kuklińskiego dowodzi, że czerwone
morze nie okrywało Polski tak szczelnie, jak skłonni byliśmy sądzić
– nawet w tak elitarnej i starannie selekcjonowanej grupie, jak sztab
polskiej armii. Tę polską armię ukazał Kukliński nagle w innym świetle,
tak jak przed Powstaniem Listopadowym sprzysiężenia Piotra Wysockiego
ukazało w innym świetle ukochaną polską armię rosyjskiego Wielkiego
Księcia Konstantego.
Ta szeroka antologia ma charakter rewelujący
w przytoczeniu sądów i wypowiedzi na temat Kuklińskiego. Uwyraźnia podział
Polski, utrwalony brakiem dekomunizacji i ważnych zmian konstytucyjnych.
Mimo nazwy III Rzeczpospolitej ciągłość z Polską Rzeczpospolita Ludową,
powojennym państwem komunistycznym, zaznacza się – także w książce Szaniawskiego
– wyraźnie. Choć mniej tu szokują wypowiedzi takich ludzi komunizmu
jak Adam Schaff, aparatczyków SLD, a nawet twórców stanu wojennego jak
Jaruzelski. W tym gronie czyni się niskie aluzje do rzekomo lukratywnych
honorariów, jakie miał pobierać za swoje informacje Kukliński.
Natomiast szokuje prawda lewicowych trockistów,
którzy przygotowali miękkie lądowanie ludzi dawnego reżimu w nowej niby
Polsce, jak Adam Michnik, odmawiający Kuklińskiemu postawy honoru (bo
Kukliński nie chciał być jego cieniem). „Gazeta Wyborcza”, organizowała
materiał w sprawie Kuklińskiego tak, aby czołowe miejsce przyznać kłamliwym
wypowiedziom byłych komunistycznych namiestników Polski: Jaruzelskiemu,
Kiszczakowi, zaś głosy im przeciwne zepchnąć do notatek na dole strony.
Podobnie perfidna jest postawa wielu ludzi byłej antypeerelowskiej opozycji,
lokujących się potem na rządowych posadach i gwałtownie przeciwstawiających
się dekomunizacji.
Umorzenie sprawy Kuklińskiego odbyło się
w dużej mierze bez odcinania się od przeszłości, a jedynie z formułą
o „stanie wyższej konieczności”, a więc możliwie najniższym kosztem
moralnym i politycznym dawnego ustroju. Podobnie w rozpoczynającym się
procesie przeciw sędzi, który wydał wyrok śmierci na Witolda Pileckiego,
prokurator IPN – jak donosi prasa – doszukuje się błędów proceduralnych
w myśl tamtego prawa zbrodniczego systemu. Że na przykład Pilecki nie
przekazywał informacji wywiadowi obcemu, lecz instancjom armii Andersa.
W ten sposób, według prawa rosyjskiego, nigdy nie określilibyśmy jako
zbrodni procesu i wyroku na Romualda Traugutta i jego współtowarzyszy
przed rosyjskim sądem audytoriatu polowego.
W jakim kraju, który miałby prawo nazywać
się choćby w miarę suwerennym i choćby trochę demokratycznym – mógłby
powstać związek KS-ów, czyli skazanych na karę śmierci z paragrafów
politycznych? Nie uchybienia wobec prawa, ale sama jego zasada były
tego powodem. KS-owcy uroczyście przyjęli Pułkownika do swego grona.
W całej książce porusza mnie wyjątkowa
prostota tej historycznej postaci, jak to, co powiedział Kukliński po
umorzeniu jego sprawy: „Nawet jeśli był to wkład niewielki, to stałem
po właściwej stronie. A nawet jeśli było to niewiele, jeśli rozważyć
rzecz w szerszej perspektywie, to było to wszystko, co miałem, I w istocie
było to całe moje życie.”
Józef Szaniawski: Samotna misja. Pułkownik Kukliński i zimna wojna. Ex Libris. Galeria Polskiej Książki. Warszawa – Chicago 2003. s. 723, liczne fotografie.