Księga o pułkowniku Kuklińskim
20.11.2005

KSIĘGA O PUŁKOWNIKU KUKLIŃSKIM1

     Tom materiałów i ocen, dotyczących działalności pułkownika Ryszarda Kuklińskiego, opracowany przez Józefa Szaniawskiego, jest dowodem doganiania historii prawie na gorąco nie przez zawodowego historyka, lecz dziennikarza i publicystę, a więc właściwie amatora. Ten „amator” ma jednak szczególną perspektywę – za swój sprzeciw wobec PRL-u zapłacił cenę pięciu lat spędzonych w więziennej celi. Jest to historia na odcinku budzącym tak wiele emocji, wobec czynów, tak długo – ze zrozumiałych względów – pozostających w ukryciu, a potem oprotestowanych przez jednych, wyniesionych wysoko przez drugich. To bezsilne, na szczęście, oprotestowanie znalazło swój najwyższy wyraz w ogłoszeniu wyroku śmierci na Kuklińskiego przez władze wojskowe polsko-sowieckie. Zaś już po runięciu struktur sowieckich, trwało ono w uporczywym nadawaniu Kuklińskiemu przez ludzi PRL-u – moralnego miana szpiega-zdrajcy, któremu można ostatecznie łaskawie wybaczyć. Kogóż jednak zdradzał pułkownik Kukliński? Kukliński występował przeciw sojuszom takiej Polski, która była atrapą rzekomo suwerennego państwa polskiego, naprawdę poddanego obcym mocodawcom. Margines swobody polskiej w PRL-u, w sferze wojskowej ograniczał się do kroju mundurów i czapek.

     Kukliński wkonywał więc właściwie funkcje tajnego oficera polskiego wywiadu, szpiegującego sowiecki aparat, formalnie nazywany polskim. Szpiegował władze okupacyjne tego kraju, tak jakby szpiegował niemieckie plany wobec Polski w czasie ostatniej okupacji. Pułkownik Kukliński przekazywał wywiadowi Stanów Zjednoczonych najtajniejsze dokumenty nie polskie, lecz dotyczące struktur i planów wojskowych Związku Sowieckiego. Osobliwością działania pułkownika Kuklińskiego był fakt, że on sam zajmował wysokie, eksponowane stanowisko w okupacyjnych strukturach. Dlatego jego informacje były najwyższego znaczenia dla całej zimnej wojny.

     Inną osobliwością działań pułkownika Kuklińskiego było wyciągnięcie przez niego wniosków ze wszystkich powojennych procesów, w których skazywano członków podziemia, zdekonspirowanych przez komunistyczną agenturę. Kukliński działał więc w całkowitej tajemnicy i absolutnej samotności. Cenę takiej samotności pokazał Adam Mickiewicz w poemacie o Konradzie Wallenrodzie. Jednak czyn Kuklińskiego, w istocie swej pokojowy i nie narażający nikogo, mieści się w tym porównaniu jedynie w wymiarze zabójczego osamotnienia. Działalność Kuklińskiego niewątpliwie przyczyniała się do ochrony Polski przed możliwą wojną. Wojna – jeśli wziąć pod uwagę plany i działania Sowietów – mogła być nawet wynikiem nieprzewidzianego splotu okoliczności, jak konflikt kubański, za którego zażegnanie zapłacił pracujący dla wywiadu zachodniego Oleg Pieńkowski, żywcem w Moskwie wrzucony do pieca.  


1 Tekst odrzucony przez redakcję „Wprost”.

     Czyn Kuklińskiego dowodzi, że czerwone morze nie okrywało Polski tak szczelnie, jak skłonni byliśmy sądzić – nawet w tak elitarnej i starannie selekcjonowanej grupie, jak sztab polskiej armii. Tę polską armię ukazał Kukliński nagle w innym świetle, tak jak przed Powstaniem Listopadowym sprzysiężenia Piotra Wysockiego ukazało w innym świetle ukochaną polską armię rosyjskiego Wielkiego Księcia Konstantego.

     Ta szeroka antologia ma charakter rewelujący w przytoczeniu sądów i wypowiedzi na temat Kuklińskiego. Uwyraźnia podział Polski, utrwalony brakiem dekomunizacji i ważnych zmian konstytucyjnych. Mimo nazwy III Rzeczpospolitej ciągłość z Polską Rzeczpospolita Ludową, powojennym państwem komunistycznym, zaznacza się – także w książce Szaniawskiego – wyraźnie. Choć mniej tu szokują wypowiedzi takich ludzi komunizmu jak Adam Schaff, aparatczyków SLD, a nawet twórców stanu wojennego jak Jaruzelski. W tym gronie czyni się niskie aluzje do rzekomo lukratywnych honorariów, jakie miał pobierać za swoje informacje Kukliński.

     Natomiast szokuje prawda lewicowych trockistów, którzy przygotowali miękkie lądowanie ludzi dawnego reżimu w nowej niby Polsce, jak Adam Michnik, odmawiający Kuklińskiemu postawy honoru (bo Kukliński nie chciał być jego cieniem). „Gazeta Wyborcza”, organizowała materiał w sprawie Kuklińskiego tak, aby czołowe miejsce przyznać kłamliwym wypowiedziom byłych komunistycznych namiestników Polski: Jaruzelskiemu, Kiszczakowi, zaś głosy im przeciwne zepchnąć do notatek na dole strony. Podobnie perfidna jest postawa wielu ludzi byłej antypeerelowskiej opozycji, lokujących się potem na rządowych posadach i gwałtownie przeciwstawiających się dekomunizacji.

     Umorzenie sprawy Kuklińskiego odbyło się w dużej mierze bez odcinania się od przeszłości, a jedynie z formułą o „stanie wyższej konieczności”, a więc możliwie najniższym kosztem moralnym i politycznym dawnego ustroju. Podobnie w rozpoczynającym się procesie przeciw sędzi, który wydał wyrok śmierci na Witolda Pileckiego, prokurator IPN – jak donosi prasa – doszukuje się błędów proceduralnych w myśl tamtego prawa zbrodniczego systemu. Że na przykład Pilecki nie przekazywał informacji wywiadowi obcemu, lecz instancjom armii Andersa. W ten sposób, według prawa rosyjskiego, nigdy nie określilibyśmy jako zbrodni procesu i wyroku na Romualda Traugutta i jego współtowarzyszy przed rosyjskim sądem audytoriatu polowego.

     W jakim kraju, który miałby prawo nazywać się choćby w miarę suwerennym i choćby trochę demokratycznym – mógłby powstać związek KS-ów, czyli skazanych na karę śmierci z paragrafów politycznych? Nie uchybienia wobec prawa, ale sama jego zasada były tego powodem. KS-owcy uroczyście przyjęli Pułkownika do swego grona.

     W całej książce porusza mnie wyjątkowa prostota tej historycznej postaci, jak to, co powiedział Kukliński po umorzeniu jego sprawy: „Nawet jeśli był to wkład niewielki, to stałem po właściwej stronie. A nawet jeśli było to niewiele, jeśli rozważyć rzecz w szerszej perspektywie, to było to wszystko, co miałem, I w istocie było to całe moje życie.”

Józef Szaniawski: Samotna misja. Pułkownik Kukliński i zimna wojna. Ex Libris. Galeria Polskiej Książki. Warszawa – Chicago 2003. s. 723, liczne fotografie.